Marcel Dushe urodził się we Francji, jego ojciec był księgowym i miał na imię Renee, a matka była krawcową o imieniu Marlen. Marcel miał beztroskie dzieciństwo, był też jedynakiem. W domu niczego mu nie brakowało, jednak gdy wybuchła II wojna światowa ojciec Marcela został wcielony do armii. Każdy wierzył, że tym razem będzie inaczej i wojna szybko się skończy.
Marcel był bardzo zżyty z ojcem, więc jego wyjazd bardzo go dotknął. Chłopak miał zaledwie 15 lat. Chodził do szkoły ale stał się bardziej zamknięty w sobie. Pomagał też matce jak tylko mógł. Namawiał też ją ciągle na wyjazd, chciał by się ukryli na jakiejś wsi, z dala od tego wszystkiego. Jednak ona ciągle odmawiała mówiąc, że Renee przecież może w każdej chwili wrócić do domu, co by było jakby ich nie zastał. Ciągle wierzyła, że on żyje... Marcel natomiast stracił wszelkie nadzieję.
W końcu stolica dostała się pod okupację niemiecką, a do rodziny Dushe przyszedł list z wojska zawiadamiający o śmierci ojca Marcela. Marlen się załamała, ale była gotowa na podjęcie ryzyka i wyjazd z rodzinnego Paryża na wieś, poza tereny okupowane. Jednak, gdy nadszedł ten upragniony dzień, do ich mieszkania wkroczyli niemieccy żołnierze. Oskarżyli jego rodzinę o bycie żydami i zabrali Marlen. Marcel w tym momencie był poza domem, odniósł ostatnią, zamówioną suknie, uszytą przez jego matkę. Nikt z żołnierzy nie zawracał sobie głowy szukaniem jego, gdy chłopak wrócił do domu i zobaczył porozwalane meble oraz rzeczy zdał sobie sprawę, co się mogło stać. Chociaż z żydami nawet do czynienia nie mieli, ktoś po prostu musiał spiskować przeciwko nim. Kilka dni wałęsał się po ulicy osamotniony, załamany. Wtedy to usłyszał od kilku znajomych mu chłopaków o ruchu oporu i o Komitecie Wolnej Francji. Zaczął ich bardziej wypytywać o szczegóły i następnego wieczora poszedł do miejsca, w którym ruch oporu miał swoją siedzibę. Było to na starym cmentarzu, w katakumbach kiedyś zajmowanych przez tabor wędrujących cyganów. Dziś pozostały po nich tylko różne stare szmaty i zasłony, które wykorzystywali do prowizorycznych pokoików, oznaczali tak swoją przestrzeń osobistą. Obecnie ślad po nich zaginął i nikt specjalnie się tym nie przejmował.
Marcel skłamał, co do wieku. Był dość wysoki i dobrze zbudowany, o jasnej cerze, oczy miał brązowe z dziecinną iskierką, włosy takiego samego koloru ułożone w lekkim nie ładzie. Całkiem przystojny młodzieniec. Dowódca oddziału od razu dał się nabrać na to, wręcz przyjął go z otwartymi ramionami i chętnie. Szybko zdobył nowych kolegów o odmiennych przekonaniach. Sam nie zwracał uwagi na ideologię krążące w ich prowizorycznym obozie. Chciał po prostu pomścić swych rodziców, których nie miał nadziei już zobaczyć.
Po tygodniach akcji propagandowych w końcu stanęli oko w oko z wrogiem, żołnierzy nie było zbyt wielu, więc myśleli, że dadzą sobie radę. Przeliczyli się jednak. Waleczną młodzież złapano o zawieziono do piwnic Luwru, gdzie przetrzymywali każdego oskarżonego o działania przeciwko III Rzeszy, tam mieli czekać na przesłuchanie....
I tutaj się rozpoczyna... Od tego momentu, moje historie są dziwne, więc i ta będzie taka.
-Powiedz co wiesz ty mały...
Warknął dowódca, trzymali już ich kilka dni i żaden z nich nic nie powiedział.
-Wy cholerne robaki. Myślicie, że możecie uratować ten kraj? Śmieszne - skrzywił się lekko patrząc na chłopaka. Nawet dla niego był taki idealny... Pomimo rozciętej wargi i kilku siniaków dalej zachowywał swój czar. Zdecydowanie Marcel miał to coś.
Koniec przesłuchania... O ile to można było tak nazwać, żołnierze wyprowadzili chłopaka. Nic nie powiedział od momentu złapania... Ani jednego słówka. Co było nieco dziwne dla nich... Ale Marcel wiedział, że nie może... Od tego wiele zależało... Nie mógł wydać swoich przyjaciół.
Jednak kolejno zabierali więźniów, do obozów lub zakładów karnych, jednak szatyn został, jako jedyny w tym pięknym ale i przeklętym miejscu. Jednak gdy po kilku dniach przyszedł żołnierz z kluczami od razu nadzieja napełniła chłopaka.
-Idziesz ze mną, o nic nie pytaj... W ogóle...
Powiedział patrząc się na młodzieńca z autentycznym współczuciem... O co chodziło, obchodził się z nim nad wyraz delikatnie... Coś tu nie pasuje... Chłopak zaczął się bać jak jeszcze nigdy wcześniej. Został władowany do samochodu dostawczego, nie widział nic... Liczył powoli ile czasu od jego więzienia minęło i ile mogli przejechać. Po jakiś 2h auto się zatrzymało na przedmieściach Paryża.
Marcel znalazł się w ładnym dworku, otoczonym przez las... Taka samotnia... To napawało go jeszcze większym strachem. Wprowadzono go do środka, nieznajomy żołnierz wyszedł i przejęły go kobiety, umyły idealnie, siniaki zdążyły w większości po znikać. ubrały go w długi szlafrok i wprowadziły do sypialni. Dość pokaźnej, ładnie urządzonej. Tam dostał swój pierwszy ciepły posiłek od dłuższego czasu. Teraz zrozumiał jak wygłodzony był. Gdy nadszedł wieczór przyszła jedna z kobiet.
-Przepraszam ale... Czemu tutaj jestem? Czemu nie wywieziono mnie do jakiegoś obozu...- miał w końcu odwagę zapytać ale... Nie dostał odpowiedzi. Kobieta wyszła ze smutną miną. Coś tu było bardzo nie tak... Ci ludzie patrzyli na niego z wielkim współczuciem, jakby zaraz miał go pożreć sam diabeł... O dużo się nie mylił. Po kilkunastu minutach do sypialni wszedł mężczyzna, niemiecki dowódca... Ten, który często go przesłuchiwał. Marcel zeskoczył z łóżka i pobiegł do okna, próbował je otworzyć.
-Hahaha, mały nie wysilaj się - Powiedział mężczyzna i zamknął drzwi na klucz - są zablokowane odpowiednio, nie uciekniesz - dodał i podszedł do niego, pociągnął za nadgarstek i rzucił na łóżko.
-P...proszę... Nie rób tego... -wymamrotał Marcel czując jak się rumieni, szlafrok wylądował na ziemi odsłaniając jego idealne ciało.
Starszy zaraz przywiązał go do łóżka, wszystko by młodzieniec się nie wyrywał. Widać było, że miał wprawę w tym.
-Och, jednak potrafisz mówić - odparł z rozbawieniem - bardzo dobrze, jęki wychodzące z Twoich ust będą dla mnie najpiękniejszą melodią. Powiedz, robiłeś to już z jakimś mężczyzną? ... Och nie odpowiadasz, więc pewnie nie. Dziwne, że taki jak ty został zachowany do tej pory.
Zaśmiał się, ten śmiech był okropny. Niemiec miał na oko 40 lat, Marcel tylko 15... To było niezbyt normalne, ale kto w tych czasach na to patrzy?
Chłopak zacisnął dłonie w pięści i wyciągnął się z głośnym stęknięciem gdy poczuł jak męskość mężczyzny się w nim zatapia. Bez przygotowania, bez zadbania by chłopak nie miał przykrego doznania, po prostu wszedł ' na żywca '.
Jego ruchy były stanowcze, zero jakiegokolwiek romantyzmu. Chodziło tylko o zaspokojenie potrzeby, nic więcej.
-Jęcz ! Głośniej.
Wydarł się po niemiecku (nie będę pisać po niemiecku czy francusku), chłopak wystraszony zaczął wydawać z siebie głośniejsze jęki, bólu ale... To mu przynosiło niewielką przyjemność. Mężczyzna pochylił się i zaczął robić drobne malinki na jego ciele, wszędzie gdzie tylko był w stanie, sapał mu także do ucha mamrocząc coś niezrozumiale w rodzimym języku. To obrzydzało nastolatka, a gdy w końcu poczuł w sobie ciepłe nasienie poczuł się... Brudny.
-M... mogę... wiedzieć jak... masz na imię... jesteś moim panem... teraz... - wyszeptał, nie wiedział co bredzi ale to zadowoliło starszego.
-Na imię mam Uwe, tylko tyle powinieneś wiedzieć - odparł tamten i wyszedł z niego. przykrył chłopaka i odwiązał. Bez słowa wyszedł z pokoju i zostawił go samego. To była chyba najgorsza rzecz w życiu młodzieńca. Nie czuł wcześniej pociągu do mężczyzn, ani do dziewczyn. A teraz... Uprawiał seks z Niemcem... Jednym z tych, przez których jego rodzice prawdopodobnie już nie żyli... Czyż to nie było upokarzające?
Następnego dnia zjawiła się znów ta sama kobieta. Pomogła chłopakowi wstać i się umyć. Zapewne słyszała wszystko... To sprawiło, że chłopak jeszcze bardziej się załamał. Był teraz zwykłą prywatną dziwką... Tak o sobie myślał.
-Przyniosę Ci coś dobrego... Na poprawę humoru... - powiedziała cicho do niego i podała mu ubrania. Wyszła z sypialni by wrócić z tacką, na której były słodkie bułki i ciepłe kakao. Uwe nie było, wracał tylko na noc... I to nie często. Więc na szczęście dzisiejszy wieczór miał wolny, zamknięty w czterech ścianach z książkami, które nie legalnie były mu dane. Schował je pod łóżkiem i cały dzień czytał. Ten świat fantazji ratował go... Pozwalał nie myśleć o przykrościach, które doświadczył do dzisiejszego dnia. Po prostu zapominał o prawdziwym życiu....
Mam tak... gdzieś błędy jakie mogą się pojawić, uwagi na ten temat będą olewane... Nie wiem czy będę to kończyć. Piszcie jak tam się podoba.
Początek z ciekawego zadania domowego ;3