sobota, 9 listopada 2013

Marcel III

Poczuł jak się odsuwa, to było okropne... Pokochał go i z wzajemnością a taki... Fakt mógł wszystko zmienić. Usiadł na łóżku i wpatrywał się jak Anthon się ubiera.
-Przepraszam... Muszę to przetrawić na osobności.- powiedział i szybko wyszedł z mieszkania. Zostawił Marcela zupełnie samego. Chłopak skulił się i zaczął zanosić płaczem. Nie mógł trzymać tego w sobie, a zaufał chłopakowi... Teraz jedyna osoba, jaką pokochał tą szczególną miłością, odchodzi. Wstał i podszedł do okna, widział jeszcze sylwetkę na tle ciemnego nieba. Wpatrywał się  tylko, gdyż nie miał sił na ruszenie w pogoń. Nagle usłyszał krzyk i zobaczył jak napada na jego miłość dwóch mężczyzn. Słyszał ich, krzyczeli coś po niemiecku. Marcel szybko się ubrał i wybiegł na ulice. Nie liczyło się nic, oprócz uratowania ukochanego. Jednak ich nie było... Zniknęli nagle jak cienie...
-Czyżbyś się spóźnił...
Usłyszał za sobą głos. Taki, któremu nie sposób było by odmówić. Jego właściciel samym dźwiękiem mógł czarować ludzi .
-Mógłbym Ci pomóc ale... Nic za darmo - dodał po chwili, w oknie opuszczonego budynku pokazała się para oczu, czerwonych oczu. Chłopak niepewnie wszedł do środka, nie chciał ale nie mógł odwrócić się i uciec, jakby stracił resztki wolnej woli.
W pomieszczeniu był dziwny zapach, taki ostry i jakby słodkawy... Już go czuł nie raz, więc nie chciał wiedzieć skąd dokładnie się wydobywał.
-Myślałem, że w tych czasach znajdę coś ciekawego, przepraszam... Kogoś ciekawego. -Znów odezwał się mężczyzna, a jego głos jakby dochodził z każdej strony. Trochę paranoiczne to było. Marcel dyszał głośno czując się okropnie, otoczony tym zapachem i głosem. Zrobił krok na przód i czując, że nastąpił na coś miękkiego szybko się wrócił z obrzydzeniem. W pewnym momencie zrozumiał, że pomieszczenie, w którym był, jest pełne ludzkich ciał. Zamknął oczy i próbował się uspokoić.
-Czemu mnie tutaj.. Przywołałeś? Czego ode mnie chcesz co?- Marcel w końcu odważył się odezwać.
-Ahh ja? Ja na razie nie jestem tutaj ważny. Powiedz mi czego ty chcesz.
-Chce móc uratować Anthona, chce byśmy byli razem... Jak najdłużej się da...
-Więc mogę dać Ci wystarczająco sił. Lecz ty w zamian musisz mi coś dać.
-Ha może moją duszę? Na to się nie zgodzę, chce żyć obok Anthona !
-Ależ będziesz, kiedy jego życie dobiegnie końca, ja odbiorę zapłatę. To chyba uczciwe? Oczywiście będę pilnował by wam się nic nie stało. Byście dożyli tyle, ile wam jest dane.
Nagle zrobiło się jasno, ale nie byli w tym budynku... Ściany były białe, na środku stało biurko a na nim kałamarz i czarne, krucze pióro. Obok kałamarza była kartka, raczej kontrakt. Chłopak podszedł do niego.
-Wystarczy tylko podpisać...-odezwał się głos zachęcająco.
Marcel szybko przeczytał tekst i zaraz złożył podpis w odpowiednim miejscu, pomimo tego, że atrament był czarny podpis wyglądał jakby podpisał go krwią... Swoją krwią. Rozejrzał się i zauważył mężczyznę, ubranego w czarny frak i uśmiechniętego w szatański ale niezwykle pociągający sposób.
-Jak masz na imię mój nowy cieniu? - zapytał chłopak i zrobił krok w stronę tajemniczego mężczyzny.
-Moje imię nie ma znaczenia, teraz będę częścią Ciebie- odparł spokojnie i nagle wszystko pociemniało.
...
Marcel obudził się z bólem głowy, był w swoim mieszkaniu. Wstał i poszedł do łazienki, spojrzał w lustro i skrzywił się. Ból był straszny...
A wszystko co stało się wcześniej wydawało się tylko snem, wczorajsza upojna noc i jej następstwa.
-Anthon... Gdzie jesteś?- zaczął chodzić po mieszkaniu.
-To nie był sen-odezwał się głos demona w jego głowie...
Słowa z jednością były prawdziwe, od dziś młodzieniec miał w sobie dwie osobowości. Usiadł zasypany falą wspomnień.
-T...to nie był sen... Na prawdę podpisałem pakt z demonem... Sprzedałem dusze...
-Oj przynajmniej Twój powód nie był taki egoistyczny, chcesz ocalić swego ukochanego.
-A jeśli nie zechce ze mną być? Co w tedy?
-Zechce, będziemy robili wszystko by zechciał, moim zdaniem on Cię kocha i wybaczy, obserwowałem was i czekałem na ten moment.-zaśmiał się cicho demon
-T....Ty... Aghh ! -Marcel aż wstał oburzony i podszedł do okna- nie ważne, musimy pomyśleć jak go uratować..
-Nie zamartwiaj się, ja mam plan już... Poczekamy aż się ściemni.
-Ty możesz czytać moje myśli? A ja Twoich nie... Jak to jest możliwe, jesteśmy w jednym ciele przecież...
-Taa... Ale ja jestem silniejszy i nie dopuszczam Ciebie do moich myśli proste.
Już się zamknął, no cóż nie mógł nic przecież innego zrobić. Musiał słuchać się głosu w głowie, który mógł też być oznaką schizofrenii, która w jego rodzinie ukazała się kilka razy wśród ciotek czy wujków. Chociaż to wszystko było prawdziwe, ten mężczyzna. Oblał się rumieńcem uświadamiając sobie, że taki mężczyzna jest teraz w nim... I znów usłyszał śmiech.
Zaczął zajmować się porządkowaniem, chociaż ledwo się na nogach trzymał... Musiał po prostu przestać myśleć, wyłączyć się. Demon oferował pomoc w uspokojeniu ale chłopak wolał mieć nad wszystkim kontrolę. Tak było zdecydowanie lepiej. Gdy zapadła noc wyszedł z domu. Było ciemno. Chmury zasłaniały całe niebo.
-Teraz siedź cicho- mruknął demon. Przejął on kontrolę nad ciałem chłopaka. Marcel wyglądał... Troszkę inaczej. Bladsza cera, wyniosła postawa i czerwone oczy. Oh tak... Taki był bezimienny demon, zwany Cieniem przez swojego nowego Pana.
Ruszył bezszelestnie i dość szybko do miejsca , gdzie trzymano Anthona. Nikt go nie zauważył, o to zadbał. Wszedł do budynku, a potem do piwnic. Wiele ludzi było uwięzionych, ale demon nie zawracał sobie nimi głowę. Miał jasno wyznaczony cel. Cicho otworzył jedne z drzwi i wszedł do środka.
-K...kto tam? -usłyszeć można było cichy i lekko wystraszony głos, a zaraz z ciemności wyszedł chłopak, pobity i wystraszony- Marcel... To ty? Jesteś jakiś... Inny...
-Ciii nie ma czasu na pogawędki- mruknął w odpowiedzi Cień i złapał chłopaka za rękę. Widząc, że ten ledwo idzie wziął go na ręce i uciekli z Luwru. Jednak nie ruszyli do mieszkanka, mieli całą długą noc by odejść jak najdalej, a Marcel był opanowany przez niezwykłego demona, więc nie mieli się czego już bać.
Po drodze Anthon stracił przytomność. Mamrotał coś wcześniej... Ale to było jak bełkot kogoś, kogo trawiła wysoka gorączka. Nic nie można było z tego zrozumieć, co trochę irytowało Cienia...




Tak tak... Pomysł z demonem komuś może się nie podobać, mi się podoba i Horo też chwali ten pomysł. Gdyby nie te rozmyślania z nią pan Cień by nie powstał...
Ale jak go można nazwać hum... Trzeba mi nowego pomysłu. Link do głosu... Echem to postać jaka mi pasuje, kreowana na anime tak tak wiem... Ale nie mogłam się powstrzymać. 

http://ask.fm/Casstiiell
gg 33197307
Jak macie jakieś sugestie, co może się dziać dalej to chętnie wysłucham <3

sobota, 2 listopada 2013

Marcel II

Mijały dni, tygodnie, a on był ciągle uwięziony w tej sypialni. Bywało, że Uwe nie pojawiał się dość długo, wtedy mógł odsapnąć... Ale były momenty, że noc w noc dochodziło do zbliżenia z mężczyzną. Marcel już się przyzwyczaił, chociaż nie przepadał za tym. Miał szczęście, że mężczyzna nie miał fetyszy... Zadowalał go zwykły seks.
Minął tydzieńodkąd ostatni raz widział sie z Uwe. Zero wieści od niego... Było to troszkę dziwne. Gosposia też nic nie mówiła, a zawsze powiadamiała go, że dzwonił lub napisał list. Jednak dłużej nie mogła milczeć, po kolejnym tygodniu weszła do Sypialni z normalnymi ciuchami.
-C...co się dzieje? Znów gdzieś mnie przenoszą? Uwe się przeprowadza... A może oddał mnie komuś innemu. - zaczął wypytywać kobietę powoli się ubierając, ona zaczekała aż chłopak skończy i westchnęła cicho.
-Nie maluszku, dostaliśmy wiadomość... Że Uwe zginął. Będzie nowy właściciel tego dworku. Nikt prócz nas nie wiedział, że Uwe... Lubi młodych chłopców i to ma zostać tajemnicą... Więc masz wybór, albo odejdziesz albo będziesz pracował z nami. Chociaż lepiej dla Ciebie jak znikniesz... Nikt nie wie o Twoim istnieniu i lepiej dla Ciebie.
Podjęła już za mnie decyzje, gdy wyszedłem miałem już wiele rzeczy przygotowane. Ciuchy na zmianę... Trochę jedzenia i pieniędzy... Ale gdzie miałem niby iść? Byłem sam... Całkiem sam. Stare mieszkanie zapewne zostało już dawno zajęte. Moja rodzina najbliższa już nie żyła. Ale nie powiedziałem nic. Wyszedłem z domu, ogrodnik podwiózł mnie do stolicy. Tam zacząłem chodzić. Kilka zniszczonych już budynków, w których mieszkali ludzie, których znam. Wszystkich wywieźli, lub uciekli. To cholernie przygnębiało.


(wiem zmieniam co chwile narrację, ale jakieś małe urozmaicenie jest xD )



W końcu dotarłem do mojej kamienicy, hym trzeba było przyznać, ze zachowała się nawet dobrze. Wszedłem do środka. Na pierwsze piętro... Drzwi do mieszkania były rozwalone, szabrownicy powyciągali rzeczy, które były coś warte... W tym przepiękne materiały i maszynę do szycia matki.
Zaczął wszystko układać, rozwalone meble ułożył przy piecu by móc je spalić. Powoli wszystko ogarniał, nawet drzwi, wstawił inne.
(...)
-Proszę otwórz. Wiem, że tam jesteś... Marcel!
To obudziło go z samego rana. Walenie do ledwo trzymających się w futrynie drzwi i krzyk. Otworzył drzwi i do mieszkania wpadł chłopak, starszy od Macela.
-Przepraszam ale... Czy my się znamy? - zapytał się intruza dokładnie mierząc go wzrokiem. Nie poznał go to było oczywiste.
-Tak! Jak możesz zadawać takie głupie pytania ?! - wydarł się tamten i zaraz zakrył usta dłońmi- ścigają mnie... Sam nie wiem za co... Nie długo po tym jak was złapali uciekłem... - zaczął opowiadać a widząc dziwny wyra twarzy Marcela westchnął i wyprostował się. Był od chłopaka wyższy o głowę.
-Dalej nie wiesz kim jestem, mam na imię Anthony- przedstawił się z wyniosłością.
-A...Anthony... Ah ! Przepraszam, zmieniłeś się, urosłeś i... Zmężniałeś - odparł Marcel i przygryzł delikatnie wargę, być może ten dziwny związek z Uwe trochę go zmienił, zaczął inaczej patrzeć na mężczyzn. Tak bardziej z... pożądaniem. Pokręcił lekko głową.
-Proszę, u mnie możesz znaleźć schronienie.
-Dziękuje -odparł Anthon i zaraz wziął w objęcia Marcela, który momentalnie zrobił się czerwony.
Rozmawiali całą noc, nikt nie zakłócił im tego, Marcel chciał mu opowiedzieć, co go spotkało... Ale nie umiał. Powiedział, że przez ten cały czas pracował na wsi na swoje utrzymanie. Niewiele skłamał. Dzięki temu, że oddawał się Niemcowi miał dach nad głową i jedzenie. Tej nocy stworzyli między sobą więź, która już nie długo miała się przerodzić w coś... Niezwykłego. Ale jeszcze nie byli świadomi tego.
Dni mijały im powoli. Jakoś dawali radę zdobywać jedzenie. Mieszkali sami w kamienicy... Ba w dzielnicy. Byli sami w swoim małym świecie. Marcel zaczął czuć, że coraz bardziej zakochuje się w swoim towarzyszu... Ale bał mu się o tym powiedzieć, aż do pewnej nocy.
Pełnia, oni leżeli w sypialni na materacu, który o dziwo nadawał się do spania. wpatrywali się w okno, był to niesamowity widok, księżyc był tak blisko.
-Marcel... Muszę Ci coś powiedzieć...
-Słucham Anthon... -spojrzał na niego z uśmiechem.
-Wiesz... Bo ja Ciebie... Kocham, może być to trochę dziwne... Obaj jesteśmy mężczyznami i... - nie było mu dane skończyć bo Marcel tak po prostu go zaczął całować. Od razu to odwzajemnił.
Zaraz zawisł nad nim i uśmiechnął się lekko ściągając z młodszego koszulkę.
-Czekaj... Ja... Muszę Ci coś powiedzieć... -szepnął Marcel.
-Cii nie teraz kochany, to może zaczekać...
Zaczęli na nowo się całować. Anthony zachowywał się jakby miał w tym nie małą wprawę, wiedział gdzie dotknąć by sprawić mu przyjemność. Powoli chłopcy pozbywali się swoich ubrań. Nie musieli się spieszyć. Mieli całą noc tylko dla siebie. Anthony zaczął delikatnie całować ciało swego kochanka robiąc gdzie nie gdzie niewielkie malinki. Wsłuchiwał się w ciche pojękiwania Marcela, to było tak cholernie słodkie ze strony młodszego. Językiem zaczął pieścić jego podbrzusze, szybko się zorientował, że to czułe miejsce chłopca i trochę się z nim podroczył. Nie chciał od razu zaczynać, chciał by jego kochanek sam o to poprosił, zrobił coś by pokazać, że tez tego pragnie. I długo nie musiał czekać. Marcel odwrócił się na brzuch i uniósł biodra. Bał się cholernie... Ale sądził, że fakt iż go kocha... Sprawi, że będzie to bardziej przyjemne niż wtedy gdy uprawiał seks z Uwe.
Anthony delikatnie pieścił jego ciało, całował w kark, aż w końcu lekko złapał za biodra i ostrożnie wsunął sie w chłopaka z cichym westchnięciem. Dał mu chwilkę by ten przyzwyczaił się do jego obecności.
-J...już... Możesz...- wymamrotał Marcel, który cały był zarumieniony, i zaraz czując jak tamten się w nim porusza zaczął cicho pojękiwać. Ból szybko ustąpił miejsca przyjemności. Teraz robił to dobrowolnie, więc i odczucia były zupełnie inne. Z każdej chwili czerpał jak najwięcej. Z czasem, gdy pchnięcia Anthonego były mocniejsze i szybsze zaczął jęczeć głośniej. Czuł się cudownie. Złapał go delikatnie za dłoń i splótł ich palce. Czuł ciepły oddech swego ukochanego na karku, ciche posapywania które nie były ani trochę odrażające.
Teraz uświadomił sobie, jak bardzo go kocha.
Dotarło to do niego.
Obydwaj starali się przeciągać tę chwilę w nieskończoność. Jednak nic nie było nieuniknione. Doznali spełnienia w dosłownie tym samym czasie.
-Anthon... Ja... Muszę coś powiedzieć Ci...-zaczął gdy już leżeli wtuleni w siebie, zadowoleni z wielkimi uśmiechami.
-Słucham kochanie...
-Ja... Wcześniej byłem seks zabawką Niemca, dzięki temu przeżyłem - wyszeptał i poczuł jak jego ukochany się odsuwa...


http://ask.fm/Casstiiell
zapraszam
i och było mi miło jakbyście polecali i wyrażali swoje opinię. dobre słowa i uwagi sprawiają, że chce mi się pisać ;3