sobota, 23 sierpnia 2014

Gosh IV

Zaczął się trening. Na początek medytacja. Chłopak musiał odnaleźć w sobie moc. Bardzo się przy tym denerwował, gdyż nie za dobrze mu to wychodziło. Jeszcze Faniel ciągle mu gadała, że powinien się skupić, nie myśleć o głupotach bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. Co dzień to ćwiczył przez kilka godzin. Medytował i medytował... Zero jakiegokolwiek efektu.
-Może jestem w większym procencie krasnoludem... Takim wiesz zamkniętym w ciele elfa.
Powtarzał to codziennie, gdy jedli kolacje, naturalnie czarodziejka nie odzywała się na ten temat, obmyślała plan, jak może go 'zmusić' do użycia siły.


Nie sądziła, że Carlin był ' krasnoludem uwięzionym w ciele elfa ' sądziła raczej, że jest zbyt leniwy i nie skupia się na szukaniu w sobie tego CZEGOŚ. 

Więc musiała mu dobrze pomóc, jednak próbowała wszystkiego, dosłownie i w przenośni.
Nawet mu groziła, jednak nic nie dawało, chłopak się upierał przy swoim...
Jednak pewnego wieczora to się zmieniło.
-Idę się przejść.
-Sama? Jest już ciemno.
-Dam sobie radę, spokojnie.
-Nie! Idę z Tobą.
I poszli razem, Faniel nawet tego nie planowała, ale nagle wyskoczyło stado wilków, wyraźnie wściekłych. 

Elf pociągnął dziewczynę za rękę by uciec, jednak ta, jak na złość się wywróciła. I była już zginęła, zasłoniwszy twarz ręką kiedy oślepiło ją światło i wilki z piskiem uciekła.
Elf opadł na kolana i uśmiechnął się patrząc na nią.
-Jesteś już bezpieczna. -Wyszeptał i... zemdlał.
Obudził się następnego dnia w swoim łóżku z silnym bólem głowy.
-Nie, nie wstawaj. Jesteś wykończony.
-Co...co się stało?
-Uratowałeś moje życie, dziękuje. Obudziłeś w sobie Moc i odgoniłeś te wilki...
-O...och to dobrze prawda - Mruknął i zamknął oczy, czuł się strasznie słaby. Znów zamknął i miał dziwne sny.
Spał równo dwie doby, bez przerwy. Lecz po obudzeniu czuł się jak nowo narodzony, z zadowoleniem wyszedł z łóżka i poszedł się umyć oraz ubrać, Faniel siedziała przed domem, tam gdzie chłopak ciągle medytował. Podszedł do niej z uśmiechem.
-No, to zaczynamy?
-Tak tak, najpierw zrób to co ja.- odparła i wyciągnęła dłoń przed siebie. Zamknęła oczy i wyszeptała słowo w innym języku, niż ten, którym się posługiwała. Na dłoni dziewczyny zatańczył ognik.
-Czy ty... Powiedziałaś ogień? W mojej mowie...
-Twojej? Tego języka nauczyła mnie moja babcia, powiedziała, że słowa mają moc i nie powinnam ich używać tak o... Tylko przy takich sytuacjach jak ta... Gdy chce by moc się zmaterializowała.
-To język używany przez elfy, skąd Twoja babcia go zna?
-Poprawka, znała. Żyła bardzo bardzo długo.
-Ochm przykro mi...
-Nie potrzebnie, ale... Pewnie wiem coś, o czym ty nie masz pojęcia. Chodź, siądźmy sobie przy herbacie i opowiem  Ci całkiem interesującą historię, którą od niej usłyszałam.
Dziewczyna uśmiechnęła się słodko i ruszyła do domku, tam zaparzyła herbatę i razem z elfem usiadła przy drewnianym stole na niby tarasie, który razem stworzyli do takowych chwil.
-To dla nas jest jak bajka na dobranoc, nie sądziłam że może... echh, sam się przekonasz jak Ci to opowiem.
Siadła wygodniej i przeczesała swoje ogniste włosy palcami.
-A więc... Działo się to strasznie dawno temu, za czasów, kiedy ludzie dopiero budowali swoje osady, pewna dziewczyna postanowiła zrobić coś więcej, osiągnąć jakiś cel. Wybrała się za góry, te których się bali. W nocy, podczas pełni, od tamtej strony dochodziły różne dziwne odgłosy. Jednak ona była nieustraszona, jak ty przeszła przez góry, jednak trudności dopiero teraz się zaczęły. Uciekła goblinom i innym stworzeniom żyjących w tych Górach Granicznych, jak my to je nazywamy. Nie było to takie przyjemne, gdyż ledwo wyzwoliła się od lochów w głębi skały. Przez wielką polane szła tydzień, nie chcąc zatrzymywać sie na dłużej. Ciągle czuła, że ktoś ją obserwuje - Faniel napiła się herbaty robiąc małą przerwe - ale doszła do Wielkiej Puszczy - zaczęła po chwili i oblizała usta, co elfowi wydało się dość pociągające - wtedy było gorzej, wszędzie widziała parę czerwonych oczów.
Pewnej nocy, gdy zrobiła sobie mały biwak przy ognisku, usłyszała głośne i bliskie wycie wilka. 

Po chwili wyskoczył wielki i zły wilk, z czerwonymi ślepiami. Szczerząc wielkie kły podchodził do niej powoli. ' Już po mnie' powiedziała dziewczyna i wtedy na wilka zleciał deszcz strzał. Wycofał się, ale mocno zraniony padł nieopodal w krzakach. Wtedy z drzewa zeskoczyła kobieta, bardzo piękna o włosach zawiązanych w długi warkocz. Uśmiechnęła się do niej i wyciągnęła dłoń. Tak, zabrała ją do swojego obozowiska.
Dziewczyna wśród ludzi podobnych do tej, co ją uratowała, spędziła dużo czasu. Nauczyła się ich mowy, oraz wykorzystywać pokłady Mocy, którą każdy w sobie ma.
Wiedziała wszystko, znała całą historie tego ludu. Szybko zauważyła, że do tej, która ją uratowała, mają większy szacunek, wszak była księżniczką. Jednak księżniczką bardzo ale to bardzo zbuntowaną. Nie słuchała się ojca i robiła praktycznie wszystko co chciała. Pewnego razu do obozu przybyły krasnoludy, wracali oni z Elfiej Stolicy, od Wielkiego Króla. Jak każdy wie, elfy i krasnoludy się nie lubią. Mają zupełnie inne poglądy oraz wartości, te przeciwieństwa bardzo wyraźnie kształtują wspólną nienawiść.
Księżniczka na początek chciała zrobić na złość ojcu i zaprzyjaźnić się z nimi, ale... Ale w końcu wyszło tak, że zakochała się w jednym z nich. W można powiedzieć, królu Krasnoludów. Oczekiwała nawet ich potomka. Mężczyzna dowiedział się o nim dość późno, chciał go odnaleźć, zobaczyć się z nim, jednak Król uprzedził zamiary jego. Odwiedził krasnoludy i przekazał, że jeśli się znów zbliży do jego córki i wnuka wtedy... Rozpęta się wojna. Zdruzgotany przywódca Ludu Podziemia przyjął tą groźbę, nie chciał wojen dlatego nie podejmował kroków. 

Jednak plotki głosiły, że po kryjomu chciał się dowiedzieć co nieco. Wysyłał listy do swej ukochanej, chociaż nie zawsze dostawał odpowiedź. Dziewczyna, w końcu postanowiła coś z tym zrobić. Ruszyła do krasnoludów i pokazała mu dziecko, ze swoich wspomnień. Chciała zrobić do samo z małym księciem, ale zastraszona poprzez strażników Króla musiała wrócić.
Jednak zawsze uważała, że ojciec i syn odnajdą siebie, a teraz... Ty jesteś tutaj...
-Ja... Ja zawsze... Miałem za złe jemu za to, że nas nie odwiedził. Dziadek zawsze mówił, że ten lud jest zapatrzony w siebie, że są pyszni ale... Teraz widzę, że to kłamstwo... On jest ofiarą własnej ograniczonej opinii. - Pokręcił lekko głową, nie mógł w to uwierzyć.
-Carlin... Ja mam pomysł... Nauczymy się czegoś więcej, nauczymy się bronić i razem tam wrócimy... Pójdziemy do nich co?
Chłopak pokiwał tylko głową i uśmiechnął się lekko. Wtedy zaczęły się ich intensywniejsze treningi. Elfowi coraz lepiej wychodziło, szybko się uczył.

Czasami nawet Faniel poznawała nowe rzeczy i słowa, które mogli wykorzystać w późniejszym życiu. 

Przez te treningi zbliżali się coraz bardziej do siebie, jeszcze o tym nie wiedząc, ale rodziły się w nich nowe uczucia, bardzo ważne i bardzo mocne.