Mijały dni, tygodnie, a on był ciągle uwięziony w tej sypialni. Bywało, że Uwe nie pojawiał się dość długo, wtedy mógł odsapnąć... Ale były momenty, że noc w noc dochodziło do zbliżenia z mężczyzną. Marcel już się przyzwyczaił, chociaż nie przepadał za tym. Miał szczęście, że mężczyzna nie miał fetyszy... Zadowalał go zwykły seks.
Minął tydzieńodkąd ostatni raz widział sie z Uwe. Zero wieści od niego... Było to troszkę dziwne. Gosposia też nic nie mówiła, a zawsze powiadamiała go, że dzwonił lub napisał list. Jednak dłużej nie mogła milczeć, po kolejnym tygodniu weszła do Sypialni z normalnymi ciuchami.
-C...co się dzieje? Znów gdzieś mnie przenoszą? Uwe się przeprowadza... A może oddał mnie komuś innemu. - zaczął wypytywać kobietę powoli się ubierając, ona zaczekała aż chłopak skończy i westchnęła cicho.
-Nie maluszku, dostaliśmy wiadomość... Że Uwe zginął. Będzie nowy właściciel tego dworku. Nikt prócz nas nie wiedział, że Uwe... Lubi młodych chłopców i to ma zostać tajemnicą... Więc masz wybór, albo odejdziesz albo będziesz pracował z nami. Chociaż lepiej dla Ciebie jak znikniesz... Nikt nie wie o Twoim istnieniu i lepiej dla Ciebie.
Podjęła już za mnie decyzje, gdy wyszedłem miałem już wiele rzeczy przygotowane. Ciuchy na zmianę... Trochę jedzenia i pieniędzy... Ale gdzie miałem niby iść? Byłem sam... Całkiem sam. Stare mieszkanie zapewne zostało już dawno zajęte. Moja rodzina najbliższa już nie żyła. Ale nie powiedziałem nic. Wyszedłem z domu, ogrodnik podwiózł mnie do stolicy. Tam zacząłem chodzić. Kilka zniszczonych już budynków, w których mieszkali ludzie, których znam. Wszystkich wywieźli, lub uciekli. To cholernie przygnębiało.
(wiem zmieniam co chwile narrację, ale jakieś małe urozmaicenie jest xD )
W końcu dotarłem do mojej kamienicy, hym trzeba było przyznać, ze zachowała się nawet dobrze. Wszedłem do środka. Na pierwsze piętro... Drzwi do mieszkania były rozwalone, szabrownicy powyciągali rzeczy, które były coś warte... W tym przepiękne materiały i maszynę do szycia matki.
Zaczął wszystko układać, rozwalone meble ułożył przy piecu by móc je spalić. Powoli wszystko ogarniał, nawet drzwi, wstawił inne.
(...)
-Proszę otwórz. Wiem, że tam jesteś... Marcel!
To obudziło go z samego rana. Walenie do ledwo trzymających się w futrynie drzwi i krzyk. Otworzył drzwi i do mieszkania wpadł chłopak, starszy od Macela.
-Przepraszam ale... Czy my się znamy? - zapytał się intruza dokładnie mierząc go wzrokiem. Nie poznał go to było oczywiste.
-Tak! Jak możesz zadawać takie głupie pytania ?! - wydarł się tamten i zaraz zakrył usta dłońmi- ścigają mnie... Sam nie wiem za co... Nie długo po tym jak was złapali uciekłem... - zaczął opowiadać a widząc dziwny wyra twarzy Marcela westchnął i wyprostował się. Był od chłopaka wyższy o głowę.
-Dalej nie wiesz kim jestem, mam na imię Anthony- przedstawił się z wyniosłością.
-A...Anthony... Ah ! Przepraszam, zmieniłeś się, urosłeś i... Zmężniałeś - odparł Marcel i przygryzł delikatnie wargę, być może ten dziwny związek z Uwe trochę go zmienił, zaczął inaczej patrzeć na mężczyzn. Tak bardziej z... pożądaniem. Pokręcił lekko głową.
-Proszę, u mnie możesz znaleźć schronienie.
-Dziękuje -odparł Anthon i zaraz wziął w objęcia Marcela, który momentalnie zrobił się czerwony.
Rozmawiali całą noc, nikt nie zakłócił im tego, Marcel chciał mu opowiedzieć, co go spotkało... Ale nie umiał. Powiedział, że przez ten cały czas pracował na wsi na swoje utrzymanie. Niewiele skłamał. Dzięki temu, że oddawał się Niemcowi miał dach nad głową i jedzenie. Tej nocy stworzyli między sobą więź, która już nie długo miała się przerodzić w coś... Niezwykłego. Ale jeszcze nie byli świadomi tego.
Dni mijały im powoli. Jakoś dawali radę zdobywać jedzenie. Mieszkali sami w kamienicy... Ba w dzielnicy. Byli sami w swoim małym świecie. Marcel zaczął czuć, że coraz bardziej zakochuje się w swoim towarzyszu... Ale bał mu się o tym powiedzieć, aż do pewnej nocy.
Pełnia, oni leżeli w sypialni na materacu, który o dziwo nadawał się do spania. wpatrywali się w okno, był to niesamowity widok, księżyc był tak blisko.
-Marcel... Muszę Ci coś powiedzieć...
-Słucham Anthon... -spojrzał na niego z uśmiechem.
-Wiesz... Bo ja Ciebie... Kocham, może być to trochę dziwne... Obaj jesteśmy mężczyznami i... - nie było mu dane skończyć bo Marcel tak po prostu go zaczął całować. Od razu to odwzajemnił.
Zaraz zawisł nad nim i uśmiechnął się lekko ściągając z młodszego koszulkę.
-Czekaj... Ja... Muszę Ci coś powiedzieć... -szepnął Marcel.
-Cii nie teraz kochany, to może zaczekać...
Zaczęli na nowo się całować. Anthony zachowywał się jakby miał w tym nie małą wprawę, wiedział gdzie dotknąć by sprawić mu przyjemność. Powoli chłopcy pozbywali się swoich ubrań. Nie musieli się spieszyć. Mieli całą noc tylko dla siebie. Anthony zaczął delikatnie całować ciało swego kochanka robiąc gdzie nie gdzie niewielkie malinki. Wsłuchiwał się w ciche pojękiwania Marcela, to było tak cholernie słodkie ze strony młodszego. Językiem zaczął pieścić jego podbrzusze, szybko się zorientował, że to czułe miejsce chłopca i trochę się z nim podroczył. Nie chciał od razu zaczynać, chciał by jego kochanek sam o to poprosił, zrobił coś by pokazać, że tez tego pragnie. I długo nie musiał czekać. Marcel odwrócił się na brzuch i uniósł biodra. Bał się cholernie... Ale sądził, że fakt iż go kocha... Sprawi, że będzie to bardziej przyjemne niż wtedy gdy uprawiał seks z Uwe.
Anthony delikatnie pieścił jego ciało, całował w kark, aż w końcu lekko złapał za biodra i ostrożnie wsunął sie w chłopaka z cichym westchnięciem. Dał mu chwilkę by ten przyzwyczaił się do jego obecności.
-J...już... Możesz...- wymamrotał Marcel, który cały był zarumieniony, i zaraz czując jak tamten się w nim porusza zaczął cicho pojękiwać. Ból szybko ustąpił miejsca przyjemności. Teraz robił to dobrowolnie, więc i odczucia były zupełnie inne. Z każdej chwili czerpał jak najwięcej. Z czasem, gdy pchnięcia Anthonego były mocniejsze i szybsze zaczął jęczeć głośniej. Czuł się cudownie. Złapał go delikatnie za dłoń i splótł ich palce. Czuł ciepły oddech swego ukochanego na karku, ciche posapywania które nie były ani trochę odrażające.
Teraz uświadomił sobie, jak bardzo go kocha.
Dotarło to do niego.
Obydwaj starali się przeciągać tę chwilę w nieskończoność. Jednak nic nie było nieuniknione. Doznali spełnienia w dosłownie tym samym czasie.
-Anthon... Ja... Muszę coś powiedzieć Ci...-zaczął gdy już leżeli wtuleni w siebie, zadowoleni z wielkimi uśmiechami.
-Słucham kochanie...
-Ja... Wcześniej byłem seks zabawką Niemca, dzięki temu przeżyłem - wyszeptał i poczuł jak jego ukochany się odsuwa...
http://ask.fm/Casstiiell
zapraszam
i och było mi miło jakbyście polecali i wyrażali swoje opinię. dobre słowa i uwagi sprawiają, że chce mi się pisać ;3
bardzo mi sie podoba sposób w jaki piszesz :3 staraj sie czytać to co napiszesz,bo błędy są,ale niewielkie i wynikają ze złej konstrukcji zdania :) przeczytaj to jeszcze raz a sama je wykryjesz. ale tak ogólnie to wielkie WOW i gratuluje pomysłów oraz talentu
OdpowiedzUsuńwiem, bo piszę ' z weną '
Usuńa jak przeczytam i zacznę poprawiać to uh będzie gorzej zapewne ;< niestety...
martwi mnie, czy nie jest za krótkie... bo na wordzie 3 strony mi pokazuje :o