Poczuł jak się odsuwa, to było okropne... Pokochał go i z wzajemnością a taki... Fakt mógł wszystko zmienić. Usiadł na łóżku i wpatrywał się jak Anthon się ubiera.
-Przepraszam... Muszę to przetrawić na osobności.- powiedział i szybko wyszedł z mieszkania. Zostawił Marcela zupełnie samego. Chłopak skulił się i zaczął zanosić płaczem. Nie mógł trzymać tego w sobie, a zaufał chłopakowi... Teraz jedyna osoba, jaką pokochał tą szczególną miłością, odchodzi. Wstał i podszedł do okna, widział jeszcze sylwetkę na tle ciemnego nieba. Wpatrywał się tylko, gdyż nie miał sił na ruszenie w pogoń. Nagle usłyszał krzyk i zobaczył jak napada na jego miłość dwóch mężczyzn. Słyszał ich, krzyczeli coś po niemiecku. Marcel szybko się ubrał i wybiegł na ulice. Nie liczyło się nic, oprócz uratowania ukochanego. Jednak ich nie było... Zniknęli nagle jak cienie...
-Czyżbyś się spóźnił...
Usłyszał za sobą głos. Taki, któremu nie sposób było by odmówić. Jego właściciel samym dźwiękiem mógł czarować ludzi .
-Mógłbym Ci pomóc ale... Nic za darmo - dodał po chwili, w oknie opuszczonego budynku pokazała się para oczu, czerwonych oczu. Chłopak niepewnie wszedł do środka, nie chciał ale nie mógł odwrócić się i uciec, jakby stracił resztki wolnej woli.
W pomieszczeniu był dziwny zapach, taki ostry i jakby słodkawy... Już go czuł nie raz, więc nie chciał wiedzieć skąd dokładnie się wydobywał.
-Myślałem, że w tych czasach znajdę coś ciekawego, przepraszam... Kogoś ciekawego. -Znów odezwał się mężczyzna, a jego głos jakby dochodził z każdej strony. Trochę paranoiczne to było. Marcel dyszał głośno czując się okropnie, otoczony tym zapachem i głosem. Zrobił krok na przód i czując, że nastąpił na coś miękkiego szybko się wrócił z obrzydzeniem. W pewnym momencie zrozumiał, że pomieszczenie, w którym był, jest pełne ludzkich ciał. Zamknął oczy i próbował się uspokoić.
-Czemu mnie tutaj.. Przywołałeś? Czego ode mnie chcesz co?- Marcel w końcu odważył się odezwać.
-Ahh ja? Ja na razie nie jestem tutaj ważny. Powiedz mi czego ty chcesz.
-Chce móc uratować Anthona, chce byśmy byli razem... Jak najdłużej się da...
-Więc mogę dać Ci wystarczająco sił. Lecz ty w zamian musisz mi coś dać.
-Ha może moją duszę? Na to się nie zgodzę, chce żyć obok Anthona !
-Ależ będziesz, kiedy jego życie dobiegnie końca, ja odbiorę zapłatę. To chyba uczciwe? Oczywiście będę pilnował by wam się nic nie stało. Byście dożyli tyle, ile wam jest dane.
Nagle zrobiło się jasno, ale nie byli w tym budynku... Ściany były białe, na środku stało biurko a na nim kałamarz i czarne, krucze pióro. Obok kałamarza była kartka, raczej kontrakt. Chłopak podszedł do niego.
-Wystarczy tylko podpisać...-odezwał się głos zachęcająco.
Marcel szybko przeczytał tekst i zaraz złożył podpis w odpowiednim miejscu, pomimo tego, że atrament był czarny podpis wyglądał jakby podpisał go krwią... Swoją krwią. Rozejrzał się i zauważył mężczyznę, ubranego w czarny frak i uśmiechniętego w szatański ale niezwykle pociągający sposób.
-Jak masz na imię mój nowy cieniu? - zapytał chłopak i zrobił krok w stronę tajemniczego mężczyzny.
-Moje imię nie ma znaczenia, teraz będę częścią Ciebie- odparł spokojnie i nagle wszystko pociemniało.
...
Marcel obudził się z bólem głowy, był w swoim mieszkaniu. Wstał i poszedł do łazienki, spojrzał w lustro i skrzywił się. Ból był straszny...
A wszystko co stało się wcześniej wydawało się tylko snem, wczorajsza upojna noc i jej następstwa.
-Anthon... Gdzie jesteś?- zaczął chodzić po mieszkaniu.
-To nie był sen-odezwał się głos demona w jego głowie...
Słowa z jednością były prawdziwe, od dziś młodzieniec miał w sobie dwie osobowości. Usiadł zasypany falą wspomnień.
-T...to nie był sen... Na prawdę podpisałem pakt z demonem... Sprzedałem dusze...
-Oj przynajmniej Twój powód nie był taki egoistyczny, chcesz ocalić swego ukochanego.
-A jeśli nie zechce ze mną być? Co w tedy?
-Zechce, będziemy robili wszystko by zechciał, moim zdaniem on Cię kocha i wybaczy, obserwowałem was i czekałem na ten moment.-zaśmiał się cicho demon
-T....Ty... Aghh ! -Marcel aż wstał oburzony i podszedł do okna- nie ważne, musimy pomyśleć jak go uratować..
-Nie zamartwiaj się, ja mam plan już... Poczekamy aż się ściemni.
-Ty możesz czytać moje myśli? A ja Twoich nie... Jak to jest możliwe, jesteśmy w jednym ciele przecież...
-Taa... Ale ja jestem silniejszy i nie dopuszczam Ciebie do moich myśli proste.
Już się zamknął, no cóż nie mógł nic przecież innego zrobić. Musiał słuchać się głosu w głowie, który mógł też być oznaką schizofrenii, która w jego rodzinie ukazała się kilka razy wśród ciotek czy wujków. Chociaż to wszystko było prawdziwe, ten mężczyzna. Oblał się rumieńcem uświadamiając sobie, że taki mężczyzna jest teraz w nim... I znów usłyszał śmiech.
Zaczął zajmować się porządkowaniem, chociaż ledwo się na nogach trzymał... Musiał po prostu przestać myśleć, wyłączyć się. Demon oferował pomoc w uspokojeniu ale chłopak wolał mieć nad wszystkim kontrolę. Tak było zdecydowanie lepiej. Gdy zapadła noc wyszedł z domu. Było ciemno. Chmury zasłaniały całe niebo.
-Teraz siedź cicho- mruknął demon. Przejął on kontrolę nad ciałem chłopaka. Marcel wyglądał... Troszkę inaczej. Bladsza cera, wyniosła postawa i czerwone oczy. Oh tak... Taki był bezimienny demon, zwany Cieniem przez swojego nowego Pana.
Ruszył bezszelestnie i dość szybko do miejsca , gdzie trzymano Anthona. Nikt go nie zauważył, o to zadbał. Wszedł do budynku, a potem do piwnic. Wiele ludzi było uwięzionych, ale demon nie zawracał sobie nimi głowę. Miał jasno wyznaczony cel. Cicho otworzył jedne z drzwi i wszedł do środka.
-K...kto tam? -usłyszeć można było cichy i lekko wystraszony głos, a zaraz z ciemności wyszedł chłopak, pobity i wystraszony- Marcel... To ty? Jesteś jakiś... Inny...
-Ciii nie ma czasu na pogawędki- mruknął w odpowiedzi Cień i złapał chłopaka za rękę. Widząc, że ten ledwo idzie wziął go na ręce i uciekli z Luwru. Jednak nie ruszyli do mieszkanka, mieli całą długą noc by odejść jak najdalej, a Marcel był opanowany przez niezwykłego demona, więc nie mieli się czego już bać.
Po drodze Anthon stracił przytomność. Mamrotał coś wcześniej... Ale to było jak bełkot kogoś, kogo trawiła wysoka gorączka. Nic nie można było z tego zrozumieć, co trochę irytowało Cienia...
Tak tak... Pomysł z demonem komuś może się nie podobać, mi się podoba i Horo też chwali ten pomysł. Gdyby nie te rozmyślania z nią pan Cień by nie powstał...
Ale jak go można nazwać hum... Trzeba mi nowego pomysłu. Link do głosu... Echem to postać jaka mi pasuje, kreowana na anime tak tak wiem... Ale nie mogłam się powstrzymać.
http://ask.fm/Casstiiell
gg 33197307
Jak macie jakieś sugestie, co może się dziać dalej to chętnie wysłucham <3
Spodobało mi się to jak piszesz i wkładasz siebie w każde słowo. Spoglądam na ten blog co chwilę zwalczając myśl "Może pojawił się już nowy rozdział". Znasz mnie, nie powiem Ci kim jestem, ale znasz mnie. - L
OdpowiedzUsuń