Ile to już minęło? Sam
dokładnie nie wiedział… Opuścił Wielką Puszczę już dobre 3 wieki temu… I
w sumie tęsknił… Nie za jej
mieszkańcami, ale za matką.
Siadł pod drzewem i zamknął oczy. Zaczynał sobie przypominać
wszystko to, co matka mu zawsze opowiadała.
Był początek Pierwszej Ery Świata. W tym właśnie okresie dzieci Iluvatara obudziły
się do życia, a wraz z nimi krasnoludy stworzone wewnątrz gór przez Aule.
Stworzenia te niezbyt przepadały za sobą, krasnoludy nie
szanowały ziemi, którą tak miłowały elfy. Było tak od samiutkiego początku. Ciągle wybuchały nowe spory, które trwały latami.
Tylko jeden z Ojców krasnoludzkiego plemienia potrafił udobruchać swych towarzyszy… Miał on na imię Durin. Można powiedzieć, że od
niego wszystko się zaczęło.
Durin był bardzo mądrym przywódca, jednak nigdy nie miał żony. Nie zastanawiał się czemu Aule nie stworzył mu kobiety, tak jak
pozostałej szóstce jego braci. Uważał, że inny czeka go los… Bardziej wyniosły, och tak, te stworzenia są strasznie pyszne jeśli o to chodzi. Nie spodziewał się jednak tego, co wymyślił ich Stwórca. Wszystko wyglądało na
zwykły przypadek.
Pewnego dnia, gdy znów jeden z krasnoludów miał problem
z elfim plemieniem, żyjącym zdecydowanie
za blisko ich gór, to właśnie Durin miał iść i porozmawiać z ich przywódcą. Nie
przepadał za tymi stworzeniami jak każdy z jego rasy, ale cóż miał poradzić jak
większość zadecydowała? Wyruszył z ich górskiego królestwa w towarzystwie swych dwóch braci, wprost do elfickiego obozu. Droga nie była nużąca, krasnoludy mają to do siebie, że są strasznie
wytrzymałe, mogą wędrować o własnych siłach wiele tygodni, mając ze sobą
minimalne racje żywnościowe. To było jedną z ich wspaniałych zalet.
Gdy dotarli do małej osady było już ciemno. Elfia
rasa była dla krasnoludów dziwna, gdyż uwielbiała bawić się, śpiewać, tańczyć przy ognisku
i dźwiękach lutni, zamiast zająć się czymś pożytecznym. Durin nie reagował na zaczepki większych od siebie
i ruszył prosto do najbardziej ozdobionego namoitu. Z doświadczenia wiedział,
że to właśnie tam znajdzie przywódcę. Jakież jednak było jego zdziwienie, kiedy
zamiast mężczyzny spotkał kobietę. Bardzo piękną, elfią dziewczynę. Był to
wielki cios dla niego, gdyż ta oto niewiasta bardzo mu się spodobała. Może dlatego długo prowadził rozmowy o
tematyce ‘ politycznej ‘ , chciał ją bliżej poznać. Chciał zobaczyć, czy także przypadł jej do gustu.
Po 4 dniach i 3 nocach elfy przeniosły się dalej, bardzo zabolało to Durina, gdyż zaprzyjaźnił się z elfką, której imię było tak piękne i
wyniosłe jak ona sama, a brzmiało ono Ehru.
Ehru była najmłodszą córką pierwszego Króla Puszczy i jako
jedyna buntowała się woli swego ojca. Nie miała takich uprzedzeń do innych
jak on. Podporządkowała sobie sporo młodych elfów, z którymi podróżowała po
Śródziemiu. Nie zważała na niebezpieczeństwa. Jako jedna z niewielu była
obdarzona wyjątkowymi zdolnościami, jednak nie mogła z nich często korzystać więc, na wszelki wypadek, zawsze miała przy sobie łuk z
zatrutymi strzałami.
Elfce także spodobał się krasnolud. Nie tylko
dlatego, że ojcu mogła zrobić na złość tą, jakże zakazaną, przyjaźnią… Po prostu
podobał jej się i tyle. Potem trudno to było wytłumaczyć czymś innym. Obydwoje poczuli tę niesamowitą więź, która tak bardzo ich ze sobą zbliżyła.
Opuszczając podnóża gór kobieta była załamana, wiedząc, że już nie
spotka ukochanego. Nigdy też nie pokochała żadnego elfa i nawet, gdy
ojciec naciskał, nie wybrała sobie męża, jak nakazywała ich tradycja. Tak jak i
Durin, który prawdopodobnie się domyślił, jaki plan miał Stwórca.
Chciał udowodnić Eru, że te dwie rasy nie zawsze będą ze
sobą walczyć, że będą zdolne również do czegoś innego…
Elfia zgraja zamieszkała na skraju puszczy i nie chciała
wracać do królestwa, które wiązało się z nakazami i zakazami. Tą wolność sobie
sami wybrali i nikt nie mógł im jej odebrać.
Ehru oczywiście nie wspominała nic o tym, co się działo, kiedy
Durin przychodził na rozmowy. Bała się, że przestaną widzieć w niej autorytet.
Ukrywała dość długo jeszcze jeden fakt-
spodziewała się dziecka. Co prawda wiele elfów doczepiało się do nich na kilka
dni, albo tygodni… Mogła więc skłamać, ale nie wiedziała czy w to uwierzą, bo to
dziecko miało być...Inne.
W końcu nadszedł dzień porodu. Z elfką była jej dobra
przyjaciółka - Mell, która osobiście przywitała malca na świecie. Nie wydawał się
jakiś… Inny…
Ehru od razu nadała mu imię Calrin. Długo się zastanawiała, czy aby na pewno będzie do niego pasowało… Ale po zobaczeniu chłopca utwierdziła się w wyborze. Już jako niemowlę miał śnieżnobiałą skórę oraz kruczoczarne włosy. Miał także czarne oczy, które wśród elfów z Wielkiej Puszczy występowały albo rzadko albo wcale. Ale nie było spekulacji, że być może to dziecko krasnoluda.
Ehru od razu nadała mu imię Calrin. Długo się zastanawiała, czy aby na pewno będzie do niego pasowało… Ale po zobaczeniu chłopca utwierdziła się w wyborze. Już jako niemowlę miał śnieżnobiałą skórę oraz kruczoczarne włosy. Miał także czarne oczy, które wśród elfów z Wielkiej Puszczy występowały albo rzadko albo wcale. Ale nie było spekulacji, że być może to dziecko krasnoluda.
Calrin przez swoje młodzieńcze lata zachowywał się
normalnie, rósł jak inne elfy - powoli. Korzystał z każdej sekundy życia. Był
doskonałym łowca. Nikt jednak nie dorównywał mu w sile, szybkości, oraz
wytrwałości. Te cechy posiadł od swojego ojca. Matka zawsze tłumaczyła mu, że
po prostu jest kimś wyjątkowym, że każdy elf ma jakieś dary od Eru. Nikt nie
przejmował się tym. Aż do pewnego momentu…
Calrin bardzo dobrze pamiętał ten dzień, kiedy Król Leśnych
Elfów - jego dziadek - nawiedził ich małą osadę. Wraz z nim było kilku mężczyzn
oraz jeden krasnolud. Calrin przestraszył się, ale nie opuszczał boku swej
matki. Pomiędzy Ehtru a jej ojcem wybuchła straszna kłótnia, niemalże prowadząca
do boju, gdyż jej sprzymierzeńcy bronili przywódczyni. Nagle odezwał się
przedstawiciel drugiej rasy, ogłaszając wszem i wobec, że ta oto kobieta
urodziła syna wielkiego Ojca krasnoludów - Durina.
Nikt z początku nie uwierzył, ale te słowa zasiały ziarnko
zwątpienia w elfkę. Z czasem zaczęły krążyć różne plotki, a młodzi unikali Calrina, uważając go za
mieszańca, kogoś kto nie pasował do nich.
Chłopak, całkowicie tym podłamany, uciekł z osady nie żegnając się nawet z matką. Uważał, że będzie jej lepiej bez niego.
Na próżno poszły poszukiwania - chłopak był zbyt doskonale
wyszkolony i zacierał za sobą wszelkie ślady.
Zrozpaczona Ehru nie mogła się pogodzić z utratą dziecka.
Wiedziała, że teraz już nic jej nie zostało…
Elfy nie umierają śmiercią ' naturalną ' - są nieśmiertelne… Mogą
jednak umrzeć podczas walki i z rozpaczy… I to właśnie spotkało młodą elfkę,
matkę Calrina. Chłopak nigdy nie dowiedział się o tym… Przez całą wieczność
miał żyć w nieświadomości. Bardzo tęsknił za matką… Bał się poznać ojca… Był
całkiem sam - nie należał do świata radosnych elfów, ani też do
mrocznych podziemi krasnoludów…
Obudził się i przeciągnął. Spał dość długo.
-No… Nie możesz sobie na coś takiego pozwolić. Masz
wyznaczony kierunek i jego się trzymaj
Mruknął sam do siebie i ruszył. Chciał
przejść góry, żeby zobaczyć co kryje się po drugiej stronie. Odkąd się urodził
mieszkał w jednym miejscu. Starsze elfy uznały, że na świecie jest coraz więcej
zła, więc najlepszym wyjściem będzie osiedlić się na stałe przy bezpiecznej puszczy.
Calrin nigdy nie dowie się, że po śmierci jego matki
Król przyjął z powrotem pod swe skrzydła te ‘ zbuntowane dzieci ‘.
On zaczynał swoją własną przygodę, zapewne pełną różnych niebezpieczeństw…
Tylko po to, by odnaleźć swoje miejsce na ziemi…
| Dodaj napis |
bardzo mi sie podobało.
OdpowiedzUsuńwidać że to "przetrawiłaś", jest bardzo staranne i ciekawe.
jestem ciekawa co dalej przyniosą losy "mieszańca"
bardzo miła i lekka historia :3
ale..tęsknie za Marcelkiem i Anthonem :c
życzę powodzenia i dużo weny Kocie <3